Rewatche, reruny i ogólnie re
Kojarzycie ten moment, w którym zrobiliście wszystko, co było danego dnia do zrobienia? Zazwyczaj jest to dla mnie jedyna sytuacja, w której zdecyduję się obejrzeć jakiś film, albo w coś pograć. Jeżeli mam do wyboru robić "coś" zamiast tego, to prawdopodobnie wybiorę właśnie to "coś". Okazji jest więc ku graniu i oglądaniu stosunkowo niewiele. Tym bardziej zaskakujące jest dla mnie to, jak często (kiedy już się to wydarzy) sięgam wtedy po rzeczy z kategorii "re".
Film albo serial, który już widziałem? Bardzo chętnie. Ósme przejście cyberpunka? Oczywiście, że tak. W muzyce dostrzegam tego u siebie najmniej, ale mimo wszystko nadal w wielu momentach wracam do tego, co już znam. Jest to dla mnie o tyle zaskakujące, że w innych obszarach raczej ciągnie mnie do nowych rzeczy, do usprawnień, do nieznanych perspektyw. Jeżeli chodzi o rozrywkę, mam jednak opór przed nowościami. No może poza tymi, które poleci mi ktoś znajomy. Powodów tego stanu rzeczy widzę kilka:
- W mediach kulturowych (tak to nazwijmy), szukam w zasadzie tego samego co w życiu – poszerzania horyzontów i lepszego rozumienia rzeczywistości. Muszą więc mieć one historię opierającą się na motywach, które nie występują u mnie na co dzień, które są dla mnie wzruszające na poziomie wartości, lub takie, które przypominają mi o czymś, co jest w życiu ważne. Wystarczy już jeden z tych elementów, ale bardzo często i to jest zbyt wysokie wymaganie.
- Zazwyczaj taka forma spędzania wolnego czasu nie przynosi mierzalnego rezultatu – gry potrafią stanowić wyjątek, bo przykładowo taki Hollow Knight: Silksong był dla mnie koordynacyjnym wyzwaniem i o ile użyteczność nabytych umiejętności może być dyskusyjna, to sam element nauki wystąpił. Tak jak w poprzednim punkcie, również postrzegam to jednak jako rzadkość.
- Rozrywka ma z założenia dawać przestrzeń na oddech. W tak szybkim tempie życia tego by jeszcze brakowało, żeby po pracy i milionie innych aktywności zawsze katować się dalszym gonieniem za produktywnością. Czasami jest to kusząca opcja, ale mózg też musi sobie odpocząć. Odpoczynek a całkowite jego wyłączenie to jest mimo wszystko różnica. W wielu przypadkach, w rozrywce to nam się proponuje i ja nie jestem zainteresowany.
- Nie potrafię odpoczywać. A trochę z tym kojarzy mi się granie i oglądanie. Mógłbym powiedzieć, że preferuję wypoczynek "aktywny". Problem w tym, że siedzenie do 3 w nocy przy naprawie konsoli, nawet jeśli na koniec satysfakcjonujące, to nie jest aktywny wypoczynek, tylko bycie debilem. Tak to zazwyczaj wygląda – jest jakiś projekt, coś do nauki, wideo albo utwór do zrobienia i właśnie tym się zajmuję zamiast odpocząć. Mimo tego, że zazwyczaj nie są to nawet obiektywnie rzeczy przydatne.
Obraz jest dość klarowny.1 Przeznaczam na ten obszar niewiele czasu i mam w wielu przypadkach nierealistyczne oczekiwania. Jeżeli coś ma mnie zawieść, to po co w ogóle szukać?
To prowadzi z kolei do jednej nadziei i jednego problemu. Mam nadzieję, że wracając do tego, co już znam i co otrzymało znak jakości, poczuję to samo, co za pierwszym razem. Problemem jest to, że fizycznie nie jest to możliwe. Bardziej jest to wspomnienie tamtego momentu, niż ponowne przeżycie. Reruny przechodzą więc weryfikację powyższych punktów, ale nadal nie spełniają całkowicie założonego celu. Na koniec pozostaje więc pytanie, co jest lepsze – akceptacja tego częściowego spełnienia, czy przebijanie się przez multum rzeczy, żeby znaleźć coś, co będzie dla nas wartościowe?
I wydaje się trochę pretensjonalny xD.↩