Bearioku

Dałem się oszukać

Kilka dni temu po długiej przerwie zdecydowałem się w końcu wrócić do tworzenia wideo. Zaległości na dysku mam spore, więc to pierwsze miało mnie sprawnie wprowadzić w rytm. Bez wchodzenia w niepotrzebne szczegóły – okazało się, że cały dzień spędziłem instalując na czysto poprzednią wersję MacOSa, bo była to jedyna opcja na uruchomienie Final Cuta. Dotarło do mnie wtedy, że czuje się oszukany.

Czuję jakbym słyszał z każdej możliwej strony, że potrzebuję "czegoś" bo odmieni i nieporównywalnie ulepszy to moje życie. Potrzebuję maka mini, bo po prostu działa jest stabilny i może wspaniale łączyć się z innymi urządzeniami, które mam. Potrzebuję do tego pakietu profesjonalnych aplikacji, bo przecież są przeznaczone dokładnie na ten komputer, więc będzie mi się w nich tworzyć lepiej, niż w alternatywach firm trzecich. Na koniec dnia mój Miniacz z najnowszym systemem utrudnia mi podstawowe zadania, ma okropne ui i nie jest w stanie obsłużyć programu do montażu wideo, który został stworzony specjalnie pod niego. Okazuje się więc, że to wspaniałe usprawnienie w zasadzie niczego mi nie usprawnia. Zdecydowanie za to pomaga mi uszczuplać budżet i budować niezdrową zależność od produktów jednej firmy.

Pierwotnie moje myśli wędrowały w kierunku: kiedyś to było, a teraz to nie ma. Chodzi mi jednak o coś zupełnie innego. Muzyka na bezprzewodowych słuchawkach to nie jest już dla mnie podstawa. Podstawą jest ANC na poziomie Airposdsów 4, które niestety w swojej kategorii nie mają konkurencji. Freebudsy 6 brzmią bardzo dobrze, działają dużo dłużej na jednym ładowaniu, ale z redukcją hałasu sobie nie radzą. Zbudowałem sobie złożoną sytuację, bo wielu z funkcji Airposdsów nie potrzebuję, ale z drugiej strony głupio je tracić. Dodatkowo przez większość czasu działają dobrze z innymi moimi urządzeniami. Podwyższyłem sobie też bazowe oczekiwania. Intuicyjnie założyłem więc, że nie mam żadnej możliwości ucieczki, bo chce najlepszej opcji. Idąc jednak krok dalej, jest przecież jedna rzecz, którą mogę zrobić. Mogę intencjonalnie wybrać "gorszy" wariant, żeby postawić kolejny krok ku opuszczeniu ekosystemu Apple. Upraszcza mi to życie, a w większości przypadków i tak nie odczuję tego braku Airpodsów.

Złożoność otoczenia i stałe podwyższanie oczekiwań to coś z czym zdecydowanie mam problem. Dołóżmy do tego chęć posiadania różnych opcji i kończy się to:

Każda z tych rzeczy w założeniu ma poprawiać nasz poziom życia. Rezultat jest jednak taki, że w moim tworzy bałagan. Po reinstallu systemu z początku tekstu zainstalowałem na nim tylko to, co faktycznie jest mi aktualnie potrzebne. Mam teraz bardzo ochotę zreinstallować sobie inne rzeczy w życiu. Końcowa myśli brzmi następująco:

Od teraz tam gdzie to możliwe chciałbym celowo wybierać opcje, które będą mnie prowadzić do mniej złożonego otoczenia i będą obniżać moje podstawowe oczekiwania.